II Rajd Prudnik – Pradziad: Wyszło 38., na szczyt dotało 24.

38 osób podjęło wyzwanie zdobycia szczytu Pradziada, idąc z Prudnika w limicie czasu 14,5 godz. Na górę dotarło 24.

Jednak nie to było najważniejsze w II Rajdzie Prudnik – Pradziad. Liczyła się wspólna wędrówka, podziwianie krajobrazów i sprawdzenie własnych sił – jak daleko jestem w stanie dotrzeć. Nie ma też co ukrywać – znalezienie się w grupie osób, które wybierają się pieszo na Pradziad, obierając sobie za punkt wyjściowy Prudnik – to niezłe wariactwo. A może po prostu sposób ma miłe spędzenie wakacyjnej soboty?

Impreza rozpoczęła się od niespodzianki, bo na starcie w prudnickim Parku Miejskim pojawiło się aż 38 osób plus pies. Spośród nich 5 osób zadeklarował, że trasę przemierzy w… obu kierunkach! Ci z kolei podzieleni byli na dwie grupy: Dawid Tkacz i Wojciech Bandurowski (z Prudnika) zamierzali przebyć trasę na sportowo, kończąc ją w możliwie jak najkrótszym czasie. Z kolei Artur Biernacki (Niemysłowice), Aleksandra Nikbor (Katowice) i Artur Łaski (Katowice) chcieli zrobić to samo, ale bez pośpiechu i niekoniecznie maszerując trasą wyznaczoną przez organizatora. To wolni strzelcy, co do których można było mieć pełne zaufanie. Wystarczy wspomnieć, że są członkami i sympatykami niemysłowickiej Grupy Rekonstrukcyjnej „Bukowy Las”, która ma za sobą tak spektakularne wyprawy, jak zimowe wędrówki w Jesionikach w strojach i zbrojeniu wczesnośredniowiecznym ze spaniem „pod chmurką” w kilkunastostopniowym mrozie.

Mimo sporego zapału i chęci duetowi Wojtek – Dawid nie udało się pieszo wrócić do Prudnika, choć z tego zamiaru nie rezygnowali nawet na swoim półmetku, na szczycie Pradziada. Idąc do Prudnika dotarli do Malej hvezdy między Karlovą Studanką a Vrbnem (to był ich 81 km, łącznie z dodatkowymi kilometrami zrobionymi pomyłkowo) i tam też zdecydowali o przerwaniu swojej wyprawy. Wojtek i Dawid jak pierwsi weszli na Pradziad – godz. 17.47. Zajęło im to 12 godzin i jedną minutę.

Zgodnie z oczekiwaniami niesamowicie spisała się Katarzyna Gwiazdoń (18:05), która doszła na szczyt chwilę po… Ryszardzie Smogorze (ten był trzeci; godz. 18:03). Kol. Ryszard (rocznik 1954!) zaskoczył wszystkich, idąc w tempie równym i bardzo szybkim aż do mety. Dość powiedzieć, że i autor tego tekstu nie mógł dotrzymać mu kroku. Ja wlazłem na szczyt piąty (godz. 18:10) i później długo, długo nie było nikogo, aż nie pojawili się – w wyjątkowo wyśmienitych humorach – dwa Maćki: Liszka i Kustra (godz. 18:55).

Łącznie na Pradziada weszły 24 osoby, pozostali zrezygnowali. Spora grupa dotarła aż na Ovčarnię i tylko brak czasu sprawił, że nie mogli dokończyć wędrówki (powoli zmierzchało). Druga grupa czekała na powrotny autobus w Karlovej Studance. Pasażerami „na gapę” okazali się Wojtek i Dawid, którzy dosłownie w ostatniej chwili wykorzystali okazję, że autobus jechał w pobliżu miejsca, gdzie zrezygnowali z dalszej wędrówki (zgodnie z planem mieli wracać własnym transportem).

Wspomnieć należy też o najmłodszym i najstarszym uczestniku rajdu – obaj weszli na szczyt – byli to kolejno – Dawid Przyszlak (rocznik 1998) i Henryk Kamiński (rocznik 1949).

Z jakich miejscowości byli wędrowcy? Czarnowąsy, Gliwice, Katowice, Kędzierzyn-Koźle, Kórnica, Niemysłowice, Opole, Prudnik, Racławice Śląskie i Skrzypiec.

ZDOBYWCY PRADZIADA 2012

1. Wojciech Bandurowski (17:47)

1. Dawid Tkacz (17.47)

3. Ryszard Smogór (18:03) – po raz drugi

4. Katarzyna Gwiazdoń (18:05)

5. Andrzej Dereń (18:10) – po raz drugi

6. Maciej Kustra (18:55)

6. Maciej Liszka (18:55) – po raz drugi

8. Mirosław Bartyzel (19:05)

8. Dawid Przyszlak (19:05) – po raz drugi

8. Stanisław Przyszlak (19:05) – po raz drugi

11. Cezary Olechno (19:07) – po raz drugi

12. Paweł Bochenek (19:21) – po raz drugi

12. Anna Lach (19:21) – po raz drugi

14. Stanisław Stadnicki (19:25) – po raz drugi

14. Piotr Sztonyk (19:25)

16. Roman Gwóźdź (19:28) – po raz drugi

17. Henryk Kamiński (19:34)

17. Wojciech Smoleń (19:34)

19. Tomasz Nosol (19:58)

19. Tomasz Rudzki (19:58)

21. Paweł Hauser (20:20)

21. Daniel Urbański (20:20)

23. Magdalena L. (20:25)

24. Paweł Maciuch (20:30)

Lista wszystkich uczestników II Rajdu Prudnik – Pradziad: Przemysław Ambroziak, Wojciech Bandurowski, Mirosław Bartyzel, Artur Biernacki, Paweł Bochenek, Andrzej Dereń, Katarzyna Gwiazdoń, Roman Gwóźdź, Paweł Hauser, Henryk Kamiński, Paweł Kawecki, Tomasz Krasucki, Maciej Kustra, Anna Lach, Magdalena L., Piotr Lutogniewski, Maciej Liszka, Artur Łaski, Paweł Maciuch, Jakub Michalak, Aleksandra Nikbor, Tomasz Nosol, Cezary Olechnio, Łukasz Pacek, Dawdi Przyszlak, Stanisław Przyszlak, Tomasz Rudzki, Łukasz Sadowczyk, Ryszard Smogór, Wojciech Smoleń, Stanisław Stadnicki, Magdalena Szczepaniak, Piotr Sztonyk, Dawid Tkacz, Daniel Urbański, Magdalena Wisła, Marek Wisła, Tomasz Wisła.

W imieniu Romana Gwoździa, swoim i PTTK Prudnik dziękuję wszystkim za udział w rajdzie. Gratuluję zdobywcom Pradziada osiągnięcia szczytu, a tym, którym to się nie udało zachęcam do udziału w przyszłorocznym rajdzie. I oczywiście pamiętajcie o Prudnickim Maratonie Pieszym już 8 września!

Zobacz również:

* GALERIA FOTOGRAFII (Andrzej Dereń, Cezary Olechno, Stanisław Stadnicki)

* RELACJĘ z rajdu na PRUDNICKA.PL

* PRZEBIEG TRASY

33 responses to this post.

  1. Dziękuję za wspólną wędrówkę i do zobaczenia za rok🙂

    Odpowiedz

  2. Do zobaczenia na PMP! Mirku przez ani jedną chwilę nie wątpiłem w Ciebie.🙂

    Odpowiedz

  3. Posted by Czarek ( cezaryol ) on 5 Sierpień 2012 at 22:43

    Ja też dziękuję wszystkim. Było super.
    p.s. Gdy robiłem powyższe zdjęcie, to pomyślałem: No, Panowie, na jednej nodze, to do Prudnika nie dotrzecie🙂

    Odpowiedz

  4. Dzięki, Panie i Panowie, za mniej lub bardziej wspólne wędrowanie… Dla takich dni warto żyć.

    Odpowiedz

  5. Posted by Dawid T. (prudnicki Usian Bolt) on 6 Sierpień 2012 at 01:38

    Spotkałem na trasie ciekawych ludzi. Było fantastycznie. Wielki ukłon w stronę Andrzeja za organizację imprezy. I wiecie co? Jak tak szedłem w stronę Pradziada żółtym szlakiem (Narnia), to obserwowałem twarze idących z naprzeciwka (wracających) tamtędy ludzi. I wiecie co? Wracali tamtędy ludzie o pięknych twarzach, rześcy, bez cienia zmęczenia, tacy przemienieni. Owszem, wejście na szyt robi swoje, ale i tamta Narnia zmienia człowieka…

    Odpowiedz

  6. Ja również bardzo dziękuję organizatorom za wspaniałą imprezę , spełniło się moje marzenie. Powtórzę za Pawłem -dla takich chwil warto żyć! Mam nadzieję, że ta impreza wejdzie na stałe do kalendarza . Będę miło wspominać moje trzykrotne spotkania na trasie z niesamowitymi biegaczami -Dawidem i Wojtkiem. Wielkie gratulacje !

    Odpowiedz

  7. Posted by Dawid T. (prudnicki Usian Bolt) on 6 Sierpień 2012 at 11:24

    Za rok, jeśli tylko wezmę udział i zdrówko dopisze, pokonam trasę tam i z powrotem.

    Odpowiedz

  8. Skoro już tak wszyscy wszystkim dziękują, to ja dziękuję Staszkowi Stadnickiemu za pomoc w wydrukowaniu certyfikatów.

    Odpowiedz

  9. Posted by Przemek on 6 Sierpień 2012 at 18:12

    Tak tak wszystko wporządku:) Ale większość ludzi by weszła,gdyby nie trzeba było już iść do autokaru; [
    Ale mimo wszystko było dobrze; ]
    pozdrawiam

    Odpowiedz

  10. Posted by Przemek on 6 Sierpień 2012 at 19:48

    A i chciałem dodać jeszcze jedno:) Dozobaczenia za rok i mam nadzieję,że 8 wrześnie:)
    Będę polecał znajomym:)

    Odpowiedz

  11. Posted by Maciek K on 6 Sierpień 2012 at 21:29

    Jak mozna dolaczyc do waszej grupy na facebook ?
    chcialbym wiedziec co i kiedy sie dzieje bo zamierzam sie wybrac na maraton 8 wrzesnia😉

    Odpowiedz

  12. Napisz do mnie via FB

    Odpowiedz

  13. Posted by smolen on 7 Sierpień 2012 at 17:13

    fajna przygoda szukam chetnych na 100km i imprezy po górach pozdrawiam.

    Odpowiedz

  14. Posted by HAUSKY on 7 Sierpień 2012 at 20:07

    Powiem tylko tyle było super i dziękuj.

    Odpowiedz

  15. Posted by Czarek ( cezaryol ) on 7 Sierpień 2012 at 21:10

    Na 100 km to już była zachęta w autobusie. Chyba, że nie wszyscy słyszeli.

    Odpowiedz

  16. stówa … powiadacie …

    Odpowiedz

  17. Posted by Czarek ( cezaryol ) on 7 Sierpień 2012 at 23:14

    Ciężko tyle przejść …🙂

    Odpowiedz

  18. Posted by Dawid T. (prudnicki Usian Bolt) on 9 Sierpień 2012 at 01:00

    @Czarek i reszta: Jak zaczynaliśmy chodzić po 50 km, to też wcale łatwo nie było… Każdy z nas miał w życiu lub/i będzie miał swoją pierwszą pięćdziesiątkę, setkę… Warto pomyśleć nad jakąś setką organizowana przez mieszkańców Prudnika i okolic, sięgających aż do Opola;p

    Odpowiedz

  19. Myślę że 50-60 km to granica możliwości „normalnych” turystów, wszystko pow. to juz imprezy specjalistyczne, na których zbiera się kwiat turystów (czyt. wariatów – w dobrym tego słowa znaczeniu).

    Co prawda okolice mamy do tego dobre wiec może imprezę ogólnopolską (!?)

    Na gruncie lokalnym uczestników byłoby można by zliczyć na jednej dłoni a tych co przejdą o jeden palec mniej.

    Odpowiedz

  20. Mając na względzie nikłe własne doświadczenie związane z udziałem w jednej ekstra długodystansowej imprezie (Twardziel Świętokrzyski) i wiele czytając na temat Przejścia Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej, powiem tylko tyle, że przeprowadzenie takiego rajdu to spory wysiłek organizacyjny. Oczywiście jeśli zależy nam na tym, żeby było w miarę profesjonalnie. W Świętokrzyskiem rajd współorganizuje jedna z uczelni wyższych, lokalne samorządy. Na trasie są „kuchnie” (jedna działająca w środku nocy) itd. Jednym słowem łatwo powiedzieć, trudno zrobić.
    Cel jest do osiągnięcia, ale musiałaby się tym zająć grupa zaangażowanych osób.

    Odpowiedz

  21. Posted by Dawid T. (prudnicki Usian Bolt) on 9 Sierpień 2012 at 11:29

    Zastanawiam się, czy nie napisać do organizatorów Setki z HAKI-em, czy może nie czas zorganizować Setki w przyszłym roku w naszych kochanych Górach Opawskich. Przecież ta Setka co roku w innym miejscu Opolszczyzny jest… Co Wy na to?

    Odpowiedz

  22. To dobry pomysł. Dla fantów tej imprezy byłyby niezapomniane wrażenia „górskie”, bo oni – jak się mylę, to mnie poprawcie – gustują w nizinach Opolszczyzny. Wejście częściowo na teren Rep. Czeskiej dodatkowo uatrakcyjniłoby imprezę. Jako PTTK moglibyśmy ich wspomóc organizacyjnie, np. obsadzając jeden z punktów kontrolnych. Kwestia dogadania się.

    Odpowiedz

  23. Oczywiście nie wyobrażam sobie, żeby trasa nie przechodziła przez teren powiatu prudnickiego🙂

    Odpowiedz

  24. Ale …. oni chyba nie lubia oznakowanych szlaków, lubią sie gubić i mylić🙂

    Odpowiedz

  25. A więc u nas by się trochę ucywilizowali😉

    Odpowiedz

  26. Posted by Czarek ( cezaryol ) on 9 Sierpień 2012 at 22:17

    Trzymam kciuki za powodzenie pomysłu. Jeśli mnie pamięć nie zawodzi, to gdzieś po przejściu 40 kilometrów zaczynam odczuwać irytację, więc na Setce Prudnickiej mógłbym obsługiwać punkt kontrolny🙂

    Odpowiedz

  27. Posted by Dawid T. (prudnicki Usian Bolt) on 10 Sierpień 2012 at 00:50

    Ja tam po pierwszych 5 km mam coś takiego, że mi się nagle wszystkiego odechciewa… Plecak mi ciąży, nagle mam ochotę na jakiś smaczny posiłek, spać mi się chce, itp.
    Z tego, co mi wiadomo, to Setka odbywa się zawsze po polskiej stronie. Ze względów bezpieczeństwa? W tym roku niektórzy wędrowcy zeszli do Czech, ale tylko przez własną głupotę.
    To w sobotę lub niedzielę napiszę do HAK-ów prośbo-porado-zapytanie. Zaproponuję, to, co napisał wyżej Andrzej.

    Odpowiedz

  28. Posted by Czarek ( cezaryol ) on 11 Sierpień 2012 at 19:36

    Dziś miałem przyjemność przejrzeć wersję papierową relacji. Będąc przejazdem przez Prudnik zaopatrzyłem się w Tygodnik. ( Ciekawe rozważania o Śląsku Opawskim i składowych częściach Republiki Czeskiej🙂 )

    Odpowiedz

  29. Mapka z Prudnikiem w ramach Śląska Opawskiego znajdowała się w ilustrowanym atlasie, jakich sporo teraz na rynku. Co do tematu Czech i Czeska to sprawa jest dość trudna do zrozumienia dla Polaków, których wychowano w etosie kraju jednorodnego narodowo, bez wyraźnych podziałów regionalnych. Autonomiczne potraktowanie historycznych krain w godle Rep. Czeskiej to zupełnie inne podejście do tematu symboli państwowych, od tego jakie mieliśmy w XX-wiecznej Polsce.

    Odpowiedz

  30. Posted by Dawid T. (prudnicki Usain Bolt) on 17 Sierpień 2012 at 02:18

    Jak już wspominałem w poprzednim poście, wczoraj po południu, tj. dnia 15 sierpnia br. pokonałem w 5h 31 min. 45 s. 50 km trasę VIII PMP z 2010 r.
    Trzeba na początku podkreślić, że środę rozpocząłem felernie, bowiem miałem wstać 06:00 rano i wyjść na autobus do Głuchołaz, skąd zaczynać się miała moja wędrówka (?!). Niestety, o 06:00 rano wszystkie członki mojego ciała skutecznie odmawiały posłuszeństwa. Wskutek tego nie tylko, że nie wstałem z wyrka na wycieczkę, ale omal nie zaspałem na przedpołudniową Eucharystię o 11:30, by po południu zaliczyć przełożoną w półśnie 50 km trasę.
    Po Eucharystii i pysznym obiadku spakowałem plecak i wybiegłem z domu na autobus. Przy okazji dodam, że testowałem na trasie moją pierwszą w życiu 2 l kieszeń na wodę i legginsy (długie). Przy rozmiarze buta 50, mojej a`la kostuchowej posturze wyglądam nieco komicznie w legginsach do biegania. Niemniej nie zmienia to faktu, że przy szybkim poruszaniu się zdają egzamin i będę w nich po górach latał.W końću nie o modę tutaj idzie.
    VIII PMP 50 km (2010) był dla mnie pierwszym w życiu sprawdzianem sił na takim dystansie w jak najkrótszym czasie (bo tak sobie ślubowałem), a przy okazji praktyczną lekcją geografii w zakresie nawigowania (czytania mapy i orientowania się w terenie). Szedłem (biegłem?) wtedy sam i sam trasę pokonywać sam chciałem, na upartego, nieraz się zapodziewałem. Mimo to uważam, że było fajnie. I nie idzie mi tu tylko o to, że na metę dotarłem jako pierwszy z czasem coś koło 8 h 15 min. Skoro nadal szaleję na takich dystansach, to jest to wystarczającym sygnałem do tego, by stwierdzić, że to moja pasja i uzależnienie. Kolejny raz wędrując tą trasą miałem okazję powspominać różne zabawne sytuacje z tamtego czasu, a przy tym nieźle się z siebie pośmiać. Zwłaszcza ze swoich błędów nawigacyjnych.
    Dotarłszy z buta z przystanku PKS na Osiedlu Tysiąclecia pod Amorka w Głuchołazach dopiąłem plecak, zawiązałem sznurowadła w butach i … zacząłem biec pod górę w stronę Góry Chrobrego czerwonym szlakiem. Była dokładnie godzina 15:12:30. Dodam, że rozgrzewkę robiłem będąc jeszcze w domu. Ale się ludzie zdziwili biegaczem. A było ich pełno w tamtejszych okolicach. Dobiegłem na wysokość zielonego mostu przy muszli i zacząłem szybki chód aż do szczytu przy dawnym schronisku-barze. Stamtąd biegłem przez fragment Podlesia aż do Ondrejovic żółtym szlakiem. Dalej chód asfaltem i niedaleko za kościołem św. Marcina w lewo łąką niebieskim szlakiem do skansenu górnictwa złota. Tu dodam, że łąka to chyba prywatny teren, skoro ogrodzono ją pastuchem, by krowy nie uciekły. Trzeba się było przeczołgać;) Na dalszych odcinkach jeden z pastuchów poraził mnie prądem w bark;p Potem z górki już biegiem w dół przez skansen górnictwa złota, gdzie był pierwszy PK (i tu mi się przypomniało, jak pierwszy leciałem z tej góry-pastwiska do 1PK uradowany sytuacją, a za mną w bieg puścił się w 2010 r. Cezary;d)i. Dalej biegusiem między ludźmi po szutrowej drodze do najbliższego wzniesienia za skansenem. Potem truchcik zielonym szlakiem i żółtym szlakiem do Dolni Udoli. Pod górkę do dawnej kaplicy św. Anny, potem do Mariahilf po części niebieskim i zbieganie żółtym w kierunku Bohemy. Dalej niebieskim do Zlatych Hor. Stamtąd kochanym super krótkim, bo zaledwie 4 km szlakiem zielonym (nie za bardzo dla niedzielnych turystów) koło kościółka św. Rocha na szczyt Biskupiej Kopy. Na szczycie pozdrowiłem pana Mirka, nastąpiło mega szybkie uzupełnienie camelbaka 1,5 l zapasowej wody z plecaka, pita już w biegu Kofola i kierunek Prudnik-Polana Kucharskiego czerwonym szlakiem. Potem w Wieszczynie wbiłem wartko do schroniska po Coca-Colę 0,5 l i pozdrowiwszy pana Józefa Michalczewskiego poleciałem zdobywać Długotę. W drodze pomodliłem się za zmarłego tam pana Waścińskiego. W końcu w okolicach pomnika Eichendorfa zaczęło się ściemniać. Z latarki czołowej skorzystałem jednak dopiero tuż przed Polaną Kucharskiego, na którą wbiegłem o 20:44:15. Z placu na ognisko dobywał się już tylko niewielki żar – kurczę, nie zdążyłem na kiełbaskę – pomyślałem – i pognałem dalej cały czas już biegnąc czerwonym szlakiem aż do altany w Parku Miejskim, gdzie dotarłem na 21:05:25.
    Bardzo się cieszę, że na samą Polanę Kucharskiego udało mi się dotrzeć w czasie 5 h 31 min 45 s., zaś do altany w parku z czasem 5 h 52 min 55 s. Zszedłem wgl poniżej 6 h, o czym bardzo marzyłem. I przyznam szczerze, że dałbym radę jeszcze szybciej.
    Cieszę się, że mogłem tak aktywnie spędzić czas w pięknych górach, nabrać w płuca świeżego powietrza i przy okazji spotkać niemal na każdym przemierzanym odcinku jakichś turystów mniej, czy bardziej świątecznych nadto 3 zakonnice. Właściwie to tylko od Miłosnej Górki do Parku Miejskiego nikogo nie spotkałem.
    Co do wycinki lasu, to chciałbym napisać, że właściwie wiele nowych ściętych drzew nie przybyło. To, co leżało na trasie 4 sierpnia, kiedy szliśmy czerwonym szlakiem od basenu w Pokrzywnej na Biskupią Kopę, to dalej leży na środku ścieżki.
    Pogoda dopisała. Uśmiech i siły też. Czegóż chcieć więcej…

    Odpowiedz

  31. Posted by Czarek ( cezaryol ) on 13 Wrzesień 2012 at 22:04

    Dzisiaj to byłaby już wyprawa zimowa. Rano na Pradziadzie temperatura wynosiła 2 stopnie poniżej zera i spadło trochę śniegu.

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: