Pawła prapremiera Krnovskiej Padesatki

Ponieważ nie będę mógł uczestniczyć w tegorocznej 50-tce Karniowskiej (podobnie jak w zeszłym roku), postanowiłem skorzystać z wolnego dnia (8 maja) i zapoznać się z jej trasą.

Rozpocząłem jednak przy stacji kolejowej (właściwy start będzie przy Domu Dzieci i Młodzieży Med’a) i wyruszyłem zielonym szlakiem na Ježnik. Dopiero po powrocie zdałem sobie sprawę, że był to odcinek końcowy imprezy, ale co tam. Zaliczyłem drewnianą wieżę na Ježniku (kilka głębszych oddechów i już byłem na szczycie). Tam polar do plecaka, bo robiło się już cieplutko. Po zejściu do sanatorium w Ježniku poszedłem już chyba dobrą trasą, bo żółtym szlakiem do wsi Radim. Po drodze spotkałem parę z wykrywaczem metalu, a we wsi zdziwionych klientów restauracji.

Z Radim lekkie podejście do miejsca nazwanego Portal. Poranna rosa zalegająca na trawie spowodowała, że w butach miałem już mokro. Nie będę szczegółowo opisywał trasy, bo uczynili to już moi poprzednicy, powiem tylko że pogoda była wymarzona. Ciepło, ale nie gorąco, no i zbawienny wiaterek osuszający czoło. Schodząc do Starych Purkartic zgubiłem szlak, idąc automatycznie leśną, a potem polną drogą. Dotarłem jednak do wsi, gdzie odnalazłem żółte znaczki. Tam pierwszy posiłek (bananik z myślami o Cezarym) i asfaltem do góry. W sumie dużo tego asfaltu.

Ciekaw byłem opisanego przez Andrzeja Morskiego Oka, i rzeczywiście jest to najciekawsza „atrakcja turystyczna” na trasie. Piszę w cudzysłowie, bo dla nas nie jest to nic nadzwyczajnego. Spotkałem tam pięć zaawansowanych wiekowo Czeszek z kijami i plecakami, które powoli schodziły do następnej wsi. Ja wpisałem się do rozlatującej się księgi wejść, w której niestety nie znalazłem wpisów z poprzedniej Karniowskiej 50-tki. Pierwsze wpisy rozpoczynały się w sierpniu 2011.

Szybkie zejście do Karlovic i wejście na Vetrnou, gdzie nawet zatrzymałem się kilkukrotnie dla złapania oddechu. Wejście jest ostre, ale na szczęście niezbyt długie. Potem już tylko leśnymi drogami do Krasova i znowu kilka kilometrów po asfalcie. Po zamknięciu pętli pod Lysou poszedłem do sanatorium Ježnik zielonym szlakiem. Nuda, las, leśna droga. Tylko od czasu do czasu jakaś sarenka. Ale ludzi zero. Od sanatorium do Krnova szedłem niebieskim szlakiem, ale przed Bezručovym zbłądziłem (moja wina, trzeba było uważać!) i zszedłem za pewną parą kijkowców w dół, gdzie napotkałem mój poranny szlak zielony z Krnova na Ježnik. Szybkie połapanie się w terenie i wracam jakieś 500 m na górę, odnajduję zagubiony szlak i idę już na Bezručovym. Ze szczytu PRZEPIĘKNY widok na Karniów, i tylko ohydny komin zasłaniał bajkowy widok na Cvilin. Stamtąd już zejście do stacji kolejowej i koniec wycieczki.

W sumie bardzo mi się podobało. Nie chodziłem nigdy w tamte okolice. Jest to zdecydowanie najmniej wymagająca ze znanych mi 50-tek. Ludzi prawie w ogóle na szlaku. Pogoda wymarzona. Czas przejścia to 10 godzin 11 minut, co żadnym rekordem nie jest, ale nie zależało mi na rekordach.

To był bardzo dobrze spędzony dzień. Życzę uczestnikom 50-tki Karniowskiej podobnych wrażeń i niezgorszej pogody.

Tylko dyplomu mi nikt nie wystawił…

Trasa wędrówki Pawła na NAVIME

Paweł Bochenek (Piechurzy Ziemi Prudnickiej)

4 responses to this post.

  1. Fajna trasa. Przeszedłem ją w ubiegłym roku. Nie pamiętam, by podczas naszego przejścia, przy Morskim Oku była vrcholova kniha. Jeśli pierwsze wpisy pojawiły się w sierpniu, to może podczas ostatniej 50 jej nie było. A może bardziej zwracałem uwagę na formująca się burzę a nie na księgę wpisów. Próbuje odtworzyć, w którym miejscu mogłeś się zgubić schodząc do Starych Purkartic. Prawie chyba niemożliwe, ale może nie wszystko pamiętam. A ten bananik… mnie intryguje🙂

    Odpowiedz

  2. Księga pamiątkowa była w skrzynce przy ławce na Morskim Oku. Wpisaliśmy się tam razem ze Staszkiem, właśnie podczas ubiegłorocznej Krnovskiej 50. To miejsce zagubienia się jest tam, gdzie wychodzi się z lasu. Trudno tam dostrzec kolejne znaki. Potem szło się obok pastwiska z krowami (AD 2011).

    Odpowiedz

  3. Z kolegami z PZP przeszedłem Krnovska 50tkę – i muszę przyznać, że w życiu nie przeszedłem tyle km po asfalcie … bleeeeee. Moze nie mam za sobą tysięcy km jak moi szanowni koledzy ale ta impreza to marsz po asfalcie !

    Odpowiedz

  4. Mirku, Mirku, to jest impreza turystyczna, gdzie rodzaj nawierzchni, po której się chodzi, nie jest najważniejszy. Część trasy prowadziła przez miejscowości, gdzie można było delektować się lokalną architekturą wiejską, a że po asfalcie… trudno. Bronię Koleżanek z KCzT🙂

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: