Putovani, czyli woda ze źródeł

Pavel Waněk – prezes Klubu Czeskich Turystów w Ondřejovicach co roku zmienia przebieg organizowanego przez siebie rajdu Putovani za krasami Zlatohorska. Nie inaczej było tym razem.

Tym razem imprezę zaliczyłem z Mirkiem Bartyzelem z Prudnika, dla którego jest to już druga czesko-rajdowa wyprawa. Spisał się dzielnie i ma wszelkie predyspozycje do tego, by brać udział w wyprawach na trasach 50-kilometrowych.

Na czeskim szlaku stawił się Jarek Tomaszewicz, który samodzielnie (a to spore utrudnienie), zaliczał jedną z tras. Poza tym byli: rodzina PrzyszlakówLeszek Kloc, wszyscy z Prudnika., Zbigniew Błauciak z Głuchołaz i Cezary Olechno z Opola ze znajomymi. Byli turyści rowerowi z Głuchołaz, no i oczywiście sporo Czechów.

Na starcie otrzymaliśmy bardzo słabo czytelne (to mało powiedziane) mapki ksero, które miały nas pokierować. Na szczęście był opis w języku czeskm, miałem również swoją mapkę, teren już trochę znałem, więc bez błądzenia i regulaminowo przeszliśmy całą trasę. Zastanawiałem się tylko, jak poradzą sobie wędrowcy, którzy nie znają tych okolic.

Po drodze można było obejrzeć ruiny kaplicy św. Marty na stokach Přičnego vrchu i skansen górnictwa złota „Zlatorudne mlyny”. Podziwialiśmy piękne widoki z Horni Udoli. Uczestniczyliśmy również w „uroczystym” przekazaniu przez czeskich skautów wody ze źródła Olešnicy wiceprezesowi Klubu Czeskich Turystów w Pradze Janowi Babničowi. Impreza organizowana była w ramach europejskiej akcji „Woda ze strzechy/dachu Europy”, której celem jest zwrócenie uwagi na zasoby wodne kontynentu. Przez cały rok na terenie Rep. Czeskiej, podczas imprez turystycznych czerpana jest woda ze źródeł, która później trafi do Hiszpanii, gdzie będzie podsumowanie akcji.

Organizatorzy spisali się, na trasie, na starcie i na mecie były batoniki, kromki z dodatkami, na mecie zorganizowano piwo, limo i śliwowicę. Co ważne dopisała pogoda, było słonecznie i ciepło, ale nie za gorąco.

A. bym zapomniał. Członkiem Klubu Czeskich Turystów z Ondřejovic jest Jan Jałboński z Głuchołaz, który co roku, z pomocą syna, Artura, współorganizuje rajd, obsługując turystów z Polski. Jabłońscy również są uczestnikami długodystansowych wypraw na czeskim pograniczu.

3 responses to this post.

  1. Posted by Czarek on 8 Maj 2011 at 18:14

    Mapki rzeczywiście były nieczytelne. Bardziej wprowadzały w błąd, niż pomagały. Chyba jednak nikt się nie zgubił:-)

    Odpowiedz

  2. Posted by Balta on 8 Maj 2011 at 20:08

    Przyznam szczerze ze sam bym sie nie wyznał na tych marnych mapkach. Dobrze z guru Dereń był🙂
    Poza mapkami to organizacja była na 5🙂

    Do zobaczenia na szlakach !

    Odpowiedz

  3. Dzięki temu nawiązuje się przyjaźnie na szlakach, bo albo się za/z kimś idzie, albo pyta o drogę😉

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: