Posts Tagged ‘Biskupia Kopa’

Zlatohorský treking 2014

treking Drodzy. Tydzień pozostał do tegorocznej edycji tej sympatycznej imprezy turystycznej. Już w sobotę 4 października odbędzie się 37-ma edycja Zlatohorskeho trekingu.

Trasy przygotowane przez organizatorów nie ulegają zmianie. Można wybrać spośród następujących dystansów: 5km, 15km, 25km oraz 50km. Szczegółowy przebieg poszczególnych tras pod tym adresem.

Miłośnicy spacerów długodystansowych stawiają się w Miejskim Centrum Informacyjnym w Zlatych Horach o godz. 6:00, śpiochy mogą wybrać sobie pozostałe trasy, które ruszają od godz. 8:00.

Warto dokonać elektronicznej rejestracji. Dzięki temu organizatorzy będą w stanie lepiej przygotować się logistycznie, a my unikniemy wypisywania karty uczestnika przed startem. Wystarczy wypełnić formularz, wydrukować go i przedstawić na starcie.

Tradycyjnie na uczestników czekają pamiątkowe koszulki, na trasie piękne widoki, cudowna wspinaczka na Zlatý Chlum, śniadanie mistrzów w Rejvizie, skautowy poczęstunek w Vorwitz oraz masa muchomorków na trasie.

Opłata startowa: dorośli 40 koron, dzieci i członkowie KČT – 20 koron.

Aktualna lista zarejestrowanych uczestników dostępna jest tutaj.

Do zobaczenia na szlaku.

Krew, pot i łzy na Biskupiej Kopie

Uczestnicy III Nocnego Wyjścia na Biskupią Kopę

Uczestnicy III Nocnego Wyjścia na Biskupią Kopę

Nie chciało im się spać, oglądać telewizji nocą ani spędzać nocki w Internecie. Woleli pójść sobie na spacerek. Tak oto dokonało się III Nocne Wejście na Biskupią Kopę.

Na miejscu zbiórki byli o 22:30, gdzie spiritus movens Mirosław Bartyzel powitał zebranych i nakreślił założenia tej niezorganizowanej imprezy. Pamiątkowe zdjęcie przy altanie, życzenia dobrej wędrówki od Romka i Bruna … i poszli. Przez park, który w sobotnią noc żyje własnym życiem. Przez Dębowiec, gdzie głośna impreza. Za to na Długocie było cicho. Pod schroniskiem w Wieszczynie krótki odpoczynek. Ojciec Przewodnik hamuje zapędy co poniektórych, ponieważ czasu na dojście mamy aż nadto. Tutaj okazało się, że niektórzy nie zabrali ze sobą wody. A noc była wyjątkowo parna, wręcz upalna i bezwietrzna.

Dalszy etap to wędrówka najmłodszym szlakiem Gór Opawskich – niebieskim na Przełęcz pod Zamkową Górą. Po początkowym asfaltingu nadszedł czas na odcinek graniczny, który obfitował w bujną roślinność, palące pokrzywy i pstrągi płynące w górę Zameckiego Potoku pod mostkiem Lucjusza. Ojciec Prowadzący mężnie próbował schwytać pstrąga, ale niestety z rybiej przekąski wyszły przysłowiowe nici. A może wspaniałomyślnie postanowił darować mu życie?

W wyśmienitych humorach pochód latarek dotarł na Przełęcz pod Zamkową Górą, odwiedzając przy okazji legendarny Grób Czarownicy. Na przełęczy narada. Czasu mieli bardzo dużo do wschodu słońca, poszli więc dłuższą drogą. Ze śpiewem na ustach, lekko jak aniołki, wspięli się na mało wymagający szczyt Srebrnej Kopy. Tam czekał już komitet powitalny – muchy, muszki i komary prześcigały się w staropolskiej gościnności. Tutaj padł pomysł, by odwiedzić życiodajne źródełko pod schroniskiem PTTK – woda bowiem szła jak ciepłe bułeczki. Potem jeszcze tylko spacer na szczyt i 18-kilometrowa trasa została zakończona. Najwyższy punkt Opolszczyzny zdobyty. Ceną była krew (wypita przez komary), pot (wypita przez odzież) i łzy (wzruszenia, że jednak udało się dojść do końca).

Kulminacją tej niezorganizowanej imprezy było sympatyczne ognisko (oczywiście w wyznaczonym do tego miejscu) zorganizowane przez Ojca Przewodnika. Były więc tradycyjne pieczone kiełbaski, głogówieckie ogórki i fasolka, ale przede wszystkim legendarne Mirkowe kiszone ogórki wniesione na szczyt na jego własnych plecach. Ochom i achom nie było końca.

W międzyczasie ciemności nocy powoli ustępowały brzaskowi dnia. Pokrzepieni pysznym, zdrowym i odżywczym jadłem oraz eliksirami na odciski, postanowili wracać. Podzielili się, bo jedni schodzili do Jarnołtówka, inni do samochodu w Pokrzywnej, jednak pięcioro śmiałków postanowiło wracać pieszo do Prudnika.

Trochę statystyki na dobranoc:

1.W marszu wzięło udział 13 osób idących i jedna niesiona.

2. Do Prudnika dotarło o własnych siłach 35,7 % uczestników. (powrócili ok godz. 10tej rano)

3. Wedle wyliczeń Ojca Przewodnika w tegorocznej edycji tej niezorganizowanej imprezy wzięło udział o 120% więcej osób niż w roku poprzednim.

 

III Nocne Wejście na Biskupią Kopę

Uczestniczy II Nocnego Wejścia na Biskupią Kopę

Uczestnicy II Nocnego Wejścia na Biskupią Kopę

To już niemalże nowa świecka tradycja, że w wakacyjną noc prudniczanie pod światłym przewodnictwem Mirka Bartyzela wybierają się na szczyt najwyższego wzniesienia Opolszczyzny. Tegoroczne nocne wejście odbędzie się 19 lipca 2014 roku. Zbiórka o 22:30 przy altanie w Parku Miejskim w Prudniku.

Podkreślmy, że wyjście ma charakter towarzyski, nie zaś zorganizowany. Oznacza to, że każdy odpowiada za siebie. Mirek poprowadzi uczestników sobie tylko znaną (tajną) trasą.

Do zobaczenia na szlaku!

XII Prudnicki Maraton Pieszy: We love GSS

Planowanie w tokuW dniu dzisiejszym w późnych godzinach wieczornych Rada Starszych ustaliła sobie to … co chciała :) Mianowicie:

XII edycja Prudnickiego Maratonu Pieszego odbędzie się 13 września 2014 roku.

Trasy:

Najkrótsza: szlakiem niebieskim Królewskiego Miasta Prudnika – wzorem lat poprzednich.

Średnia: Głównym Szlakiem Sudeckim do schroniska w Wieszczynie, żółtym do Trzebiny, bez znaków na Lipowiec, powrót do Trzebiny i na Polanę Kucharskiego.

Najfajniejsza: wyjazd autokarem z Prudnika (zajezdnia przy ul. Kościuszki, godz. 5:00) do pewnego miejsca na Głównym Szlaku Sudeckim, którym będziemy wędrować aż na Polanę Kucharskiego. Wpisowe dla chętnych na przejazd wesołym porannym autokarem: 20zł.

Wpisowe dla wszystkich tras: dorośli 7zł, młodzież turystyczna 4zł.

Start uczestników dla trasy najkrótszej i średniej: altana w prudnickim parku, godz. 9:00

Meta: Legendarna Polana Kucharskiego.

Organizatorzy przewidują pamiątkowe plakietki i kaloryczny posiłek dla strudzonych wędrowców, zaś dla śmiałków podejmujących wyzwanie trasy 50km przygotowany zostanie specjalny eliksir na odciski o tajnej i sprawdzonej recepturze.

Do zobaczenia na szlaku!

II Nocne wejście na Biskupią Kopę

II Nocnej wejście na Biskupią Kopę

Mirosław Bartyzel zaprasza wszystkich chętnych do udziału w II Nocnym wejściu na Biskupią Kopę. Impreza ma charakter kameralny, a jej największą zaletą będzie możliwość obejrzenia wschodu słońca ze szczytu najwyższego wzniesienia Gór Opawskich.

Zbiórka w piątek, 19 lipca o godz. 23.15 na Pl. Rodziny Fränklów w prudnickim Parku Miejskim (przy altanie). Trasa dowolna, aczkolwiek organizator zaprasza do wspólnego marszu szlakiem z Prudnika przez las do Dębowca, na Długotę, do Wieszczyny, dalej szosą do Pokrzywnej i na Kopę. Wschód słońca o godz. 4.30. Powrót do Prudnika wspólnie pieszo lub własnymi środkami lokomocji.

Pamiętać należy o latarce, prowiancie na ognisko przy wieży.

Impreza ma charakter nieformalny, więc każdy uczestniczy w niej na własną odpowiedzialność.

Kontakt do organizatora: balta@interia.pl.

35. Zlatohorsky Treking

To jedna z najpopularniejszych pieszych imprez w Jesionikach. Od kilku lat bierze w niej udział kilkuset turystów z Rep. Czeskiej i Polski. Wśród nich nie brakuje mieszkańców ziemi prudnickiej, którzy pod względem liczebności konkurują z sąsiadami z powiatu nyskiego i Opola. Zlatohorzan jest najwięcej, ale są też mieszkańcy dalekiej Pragi.

W tym roku, w sobotę 6 października uczestnicy rajdu będą mogli wybrać jedną spośród czterech tras o długości: 5, 15, 25 i 50 km. Najkrótsza dedykowana jest… rodzicom z dziećmi w wózkach! Najdłuższą, „sportową” można przebiec, ale i przejść na sposób turystyczny. Uczestnicy mogą liczyć na piękne trasy, zwykle wspaniałą słoneczną pogodę „babiego lata” oraz małe, kulinarno-alkoholowe przysmaki ma trasie. Na starcie w Miejskim Centrum Informacji na zapleczu Rynku w Zlatych Horach (za muzeum), każdy otrzymuje kartę kontrolną, mapkę, uprzednio wpłacając wpisowe (dzieci do 15 lat – 20 koron, dorośli – 40 koron).

Uczestnicy tras 25 i 50 km wzorem ubiegłego roku kończą swój marsz (albo bieg) na szczycie Biskupiej Kopy. Tam jest im liczony czas. Żeby jednak otrzymać pamiątkowy dyplom i zaliczyć wymaganą liczbę kilometrów, muszą zejść do Zlatych Hor na miejsce startu.

Oto jakie trasy czekają na wędrowców:

5 km

Zlate Hory (Miejskie Centrum  Informacji) – sanatorium „Edel” – Hadi Louky – dw. kolejowy – MCI

 15 km(nowa trasa!)

Zlate Hory (MCI) – Zlatorudné mlýny – Dolní Údolí – Zlodějské louky – ruina kaplicy św. Anny – Maria Hilf – MCI

25 km

Zlate Hory (MCI) – Zlatorudné mlýny – Dolní Údolí – Zlodějské Louny – sztolnia „Melchior” – Táborské skály – sztolnia „Ołowiana” – Příčny vrch – Hornické skály – Vortwitz – Větrná – Petrovy boudy – Biskupia Kopa – Zlate Hory (MCI)

50 km

Zlate Hory (MCI) – Sruby przy Zlatorudnych młynach – Ondřejovice – Prameny Javorné – Čertovy kameny – Zlatý chlum – Rejvíz – Opavská chata – Kobrštějn – Nad Hornim Údolím – Vortwitz – Větrná – Petrovy boudy – Biskupia Kopa –Zlate Hory (MCI).

 

Trasy 5-, 15- i 25-kilometrowe: start w godz. 8.00-10.00. Trasa 50-kilometrowa o godz. 6.00.

 Czasowy limit (za wyjątkiem trasy 50-kilometrowej): godz. 17.00.

Strona www organizatora: TUTAJ

Dawid poprawia czas trasy czeskiej PMP 2010

Dawid Tkacz z Prudnika pisze o swojej kolejnej wyprawie. Tym razem przemierzył 50-kilometrową trasę PMP 2010, która wiodła z Głuchołaz przez Mariahilf i szczyt Biskupiej Kopy na Polanę Kucharskiego. Oto jego relacja.

W środę, 15 sierpnia pokonałem w czasie 5 godzin 31 minut 45 sekund 50-kilometrową trasę VIII PMP z 2010 r.
Trzeba na początku podkreślić, że środę rozpocząłem felernie, bowiem miałem wstać 06:00 rano i wyjść na autobus do Głuchołaz, skąd zaczynać się miała moja wędrówka (?!). Niestety, o 6:00 rano wszystkie członki mojego ciała skutecznie odmawiały posłuszeństwa. Wskutek tego nie tylko, że nie wstałem z wyrka na wycieczkę, ale omal nie zaspałem na przedpołudniową Eucharystię o 11:30, by po południu zaliczyć przełożoną w półśnie 50 km trasę.

Po Eucharystii i pysznym obiadku spakowałem plecak i wybiegłem z domu na autobus. Przy okazji dodam, że testowałem na trasie moją pierwszą w życiu 2 l kieszeń na wodę i legginsy (długie). Przy rozmiarze buta 50, mojej a`la kostuchowej posturze wyglądam nieco komicznie w legginsach do biegania. Niemniej nie zmienia to faktu, że przy szybkim poruszaniu się zdają egzamin i będę w nich po górach latał. W końcu nie o modę tutaj idzie.

VIII PMP 50 km (2010) był dla mnie pierwszym w życiu sprawdzianem sił na takim dystansie w jak najkrótszym czasie (bo tak sobie ślubowałem), a przy okazji praktyczną lekcją geografii w zakresie nawigowania (czytania mapy i orientowania się w terenie). Szedłem (biegłem?) wtedy sam i sam trasę pokonywać chciałem, na upartego, nieraz się zapodziewałem. Mimo to uważam, że było fajnie. I nie idzie mi tu tylko o to, że na metę dotarłem jako pierwszy z czasem coś koło 8 h 15 min. Skoro nadal szaleję na takich dystansach, to jest to wystarczającym sygnałem do tego, by stwierdzić, że to moja pasja i uzależnienie. Kolejny raz wędrując tą trasą miałem okazję powspominać różne zabawne sytuacje z tamtego czasu, a przy tym nieźle się z siebie pośmiać. Zwłaszcza ze swoich błędów nawigacyjnych.

Dotarłszy z buta z przystanku PKS na Osiedlu Tysiąclecia pod Amorka w Głuchołazach dopiąłem plecak, zawiązałem sznurowadła w butach i … zacząłem biec pod górę w stronę Góry Chrobrego czerwonym szlakiem. Była dokładnie godzina 15:12:30. Dodam, że rozgrzewkę robiłem będąc jeszcze w domu. Ale się ludzie zdziwili biegaczem. A było ich pełno w tamtejszych okolicach. Dobiegłem na wysokość zielonego mostu przy muszli i zacząłem szybki chód aż do szczytu przy dawnym schronisku-barze. Stamtąd biegłem przez fragment Podlesia aż do Ondřejovic żółtym szlakiem. Dalej chód asfaltem i niedaleko za kościołem św. Marcina w lewo łąką niebieskim szlakiem do skansenu górnictwa złota. Tu dodam, że łąka to chyba prywatny teren, skoro ogrodzono ją pastuchem, by krowy nie uciekły. Trzeba się było przeczołgać;) Na dalszych odcinkach jeden z pastuchów poraził mnie prądem w bark;p Potem z górki już biegiem w dół przez skansen górnictwa złota, gdzie był pierwszy PK (i tu mi się przypomniało, jak pierwszy leciałem z tej góry-pastwiska do 1PK uradowany sytuacją, a za mną w bieg puścił się w 2010 r. Cezary;d). Dalej biegusiem między ludźmi po szutrowej drodze do najbliższego wzniesienia za skansenem. Potem truchcik zielonym szlakiem i żółtym szlakiem do Dolni Udoli. Pod górkę do dawnej kaplicy św. Anny, potem do Mariahilf po części niebieskim i zbieganie żółtym w kierunku Bohemy. Dalej niebieskim do Zlatych Hor. Stamtąd kochanym super krótkim, bo zaledwie 4km szlakiem zielonym (nie za bardzo dla niedzielnych turystów) koło kościółka św. Rocha na szczyt Biskupiej Kopy. Na szczycie pozdrowiłem pana Mirka, nastąpiło mega szybkie uzupełnienie camelbaka 1,5 l zapasowej wody z plecaka, pita już w biegu Kofola i kierunek Prudnik-Polana Kucharskiego czerwonym szlakiem. Potem w Wieszczynie wbiłem wartko do schroniska po Coca-Colę 0,5 l i pozdrowiwszy pana Józefa Michalczewskiego poleciałem zdobywać Długotę. W drodze pomodliłem się za zmarłego tam pana Waścińskiego. W końcu w okolicach pomnika Eichendorfa zaczęło się ściemniać. Z latarki czołowej skorzystałem jednak dopiero tuż przed Polaną Kucharskiego, na którą wbiegłem o 20:44:15. Z placu na ognisko dobywał się już tylko niewielki żar – kurczę, nie zdążyłem na kiełbaskę – pomyślałem – i pognałem dalej cały czas już biegnąc czerwonym szlakiem aż do altany w Parku Miejskim, gdzie dotarłem  na 21:05:25.

Bardzo się cieszę, że na samą Polanę Kucharskiego udało mi się dotrzeć w czasie 5 h 31 min 45 s., zaś do altany w parku z czasem 5 h 52 min 55 s. Zszedłem względnie poniżej 6 h, o czym bardzo marzyłem. I przyznam szczerze, że dałbym radę jeszcze szybciej.
Cieszę się, że mogłem tak aktywnie spędzić czas w pięknych górach, nabrać w płuca świeżego powietrza i przy okazji spotkać niemal na każdym przemierzanym odcinku jakichś turystów mniej, czy bardziej świątecznych nadto 3 zakonnice. Właściwie to tylko od Miłosnej Górki do Parku Miejskiego nikogo nie spotkałem.

Co do wycinki lasu, to chciałbym napisać, że właściwie wiele nowych ściętych drzew nie przybyło. To, co leżało na trasie 4 sierpnia, kiedy szliśmy czerwonym szlakiem od basenu w Pokrzywnej na Biskupią Kopę, to dalej leży na środku ścieżki.
Pogoda dopisała. Uśmiech i siły też. Czegóż chcieć więcej…

Dawid Tkacz

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.